
Na wsi, na farmie mieszka kocurek.
Kociak to mały – zwie się Pazurek.
Liczne rodzeństwo ma, mamę, tatę,
Szare futerko – mięciutkie, puchate.
Nie zna Pazurek poczucia strachu,
Wciąż się wdrapuje – raz jest na dachu,
To znów na drzewo wysokie się wspina,
Mruczy radośnie i grzbiet wygina.
By zejść, w pień drzewa wczepia pazurki
I ześlizguje się z samej górki.
Ostrzenia pazurków metoda to taka…
Nie potrzebuje innego drapaka.
Pazurek robi wyskoki do góry,
Jakby dosięgnąć chciał białej chmury –
Gdy upolować próbuje muchę,
Która mu brzęczy tuż, tuż nad uchem
Lub gdy natrętna pasiasta osa
Lata namolnie mu koło nosa.
Kotek odwiedza krówki w stodole,
Tuż po śniadaniu wyrusza w pole,
Gdzie goni myszy – ba! Mało tego!
Bawi się z nimi pół dnia w chowanego.
Myszy przy kotach ogarnia trwoga,
Ale w Pazurku nie mają wroga.
A czy Pazurek jest psotnym kotkiem?
Bawi się czasem wełnianym motkiem.
Poplącze przy tym wełniane nici,
Lecz gdy dobiega go głos: „Kici, kici!”
Szybko porzuca wszelkie zabawy,
Bo już ważniejsze nadchodzą sprawy –
To czas na głaskanie po brzuszku, za uchem.
A że Pazurek jest łakomczuchem –
Na miskę mleka czeka z tęsknotą,
Każdy smakołyk zjada z ochotą.
Z pełnym już brzuszkiem w precelek się zwija,
A czas na długiej drzemce mu mija.
Gdy się obudzi, to miauczy: „Miau!”,
Bo znów napsocić i zjeść by chciał.








